Mieszkanie przed ślubem – razem czy osobno?
Witaj ponownie! Zobacz, co nowego dziś napisałem i jeśli chcesz - zostaw komentarz!
Ostatnio na blipie niektórzy zaczęli odkopywać notki dotyczące wspólnego życia przed ślubem. A dokładniej mieszkania. (m.in. Cassia oraz Ewelina z Szelestu Stron opisywały kiedyś ten temat). Z tego co widzę obie podchodzą do tego z czysto teoretycznej strony. Więc teraz Cinek wam wszystkim wytłumaczy jak to naprawdę jest, na podstawie własnego doświadczenia. Usiądźcie więc wygodnie, zaparzcie sobie dobrą kawę, nalejcie dobry trunek do kielicha i zagłębcie się w lekturze. Cinek prawdę wam powie!
Drugi rok mieszkamy razem, wcześniej przez rok żyliśmy w związku na odległość (ponad 300km a nie drugi koniec miasta – bo dla niektórych to już jest związek na odległość). Padła decyzja o zamieszkaniu razem. I właśnie dlatego pozwolę sobie skomentować oba te wpisy jako „doświadczony” a nie tylko „snujący teorie”.
Na pierwszy rzut pójdzie wpis Cassi (cholera, jak to się odmienia?):
Wspólne mieszkanie staje się pewnego rodzaju testem, z nasuwającym się pytaniem: czy damy radę żyć ze sobą? Czegoś tu nie rozumiem.
Tutaj akurat nie ma czego rozumieć. Zawsze wspólne zamieszkanie będzie testem, czy wytrzymamy ze sobą. I to nie ma znaczenia, czy chodzi o mieszkanie przed czy po ślubie.
spotykając się; przebywając często z drugą osobą, trochę się do niej upodabniamy. Korygujemy swoje złe przyzwyczajenia, wady by przypodobać się drugiej osobie.
Zgadza się, ale tylko częściowo. Staramy się upodabniać do tej osoby, staramy się korygować złe przyzwyczajenia. Ale tak naprawdę ta osoba nie zna do końca naszych przyzwyczajeń. Bo nie wie, że rano zostawiamy brudne skarpetki pod łóżkiem, lubimy chodzić nago po mieszkaniu itp. Nie wie, bo nie ma okazji. A raczej rzadko o takich rzeczach się rozmawia przed zamieszkaniem ze sobą.
Można poznać człowieka nie mieszkając z nim.
Jasne. Ale nigdy nie do końca.
Ważne by co kilka tygodni przeprowadzić “poważną” rozmowę i powiedziec sobie o zaletach i o tych trudnych wadach.
Uwierz – niektóre wady wychodzą dopiero po przebywaniu ze sobą codziennie. Bo nie sądzisz na przykład, że Twoje mieszanie herbaty w lewą stronę zamiast w prawą może kogoś wyprowadzać z równowagi (może trochę drastyczny przykład, ale właśnie o takie z pozoru absurdalne rzeczy chodzi).
Analiza zachowań w związku jest tak ważna jak śniadanie, bez tego ani rusz.
Jest bardzo ważna. Ale czy myślisz, że możesz analizować dokładnie zachowanie partnera, nie wiedząc co robi kładąc się do łóżka w gaciach noszonych przez tydzień?
Ci ,którzy są ze sobą od wielu lat, a nie mieszkają razem, to czekają ślubu, by móc zamieszkać i jeszcze bardziej cieszyć się sobą.
A co, jeśli okaże się że mimo wcześniejszych analiz nie będą potrafili podzielić obowiązków domowych? Zaczną się wkurzać jedno na drugie :)
Radość ze spotkania, nie odbierajmy jej sobie tak szybko. Wyczekiwanie to oznaka miłości, zaangażowania i próby.
Ech…Widywaliśmy się raz w miesiącu. Innej opcji nie było. I tak przez rok. Wspólnie wyczekiwaliśmy momentu, gdy będziemy mogli w końcu mieć siebie każdego dnia, bez ograniczeń. To było takie ciche marzenie. Kolejne, które się spełniło ;)
Ci, którzy przebywają ze sobą non stop przyzwyczajają się do swojego widoku i nie myślą o ślubie
Tak, przyzwyczajają się do swojego widoku. Jesteśmy przy sobie w chwilach radości, smutku, choroby. Wiem, jak moja kobieta wygląda blada, zwijająca się z bólu. Wiem też jak wygląda szczęśliwa. I w momentach, kiedy dopada ją choroba i opiekuję się nią – upewniam się tylko w miłości do niej. A czy Ty możesz to samo powiedzieć? Czy może „jest chory, nie będę mu przeszkadzać”? A po ślubie – „Boże, jak on okropnie wygląda cały blady. I czemu tak często choruje? Chyba źle zrobiłam, że za niego wyszłam”.
Co do niemyślenia o ślubie – mi wspólne mieszkanie wcale w tym nie przeszkadza. Fakt, czasem budzi obawy, czy na pewno sobie poradzimy. Ale częściej motywuje do „zalegalizowania” związku.
To był jeden blog ;) Teraz czas na Szelest Stron:
. Często już nawet po kilku, kilkunastu latach związku partner dopiero pokazuje nam swoje prawdziwe oblicze. Jednym ze sposobów zweryfikowania tej drugiej osoby z pewnością jest pewnym sensie właśnie wspólne zamieszkanie.
Właśnie. Prawdziwe oblicze najszybciej poznamy zamieszkując z kimś. Wtedy raczej ciężko mu będzie cokolwiek ukryć.
Łatwo jest utrzymać związek, który opiera się na randkach, ciężej jest ciągle pałać uczuciem do tej osoby, gdy przyjdzie nam ją widzieć w chorobie, niewyspaną, bez pięknego makijażu.
Czyli dokładnie tak, jak pisałem troszkę wyżej. Mogę widzieć kobietę chorą, niewyspaną (he he he :D :*) i nadal mogę mówić, że ją kocham. Na spotkaniach comiesięcznych raczej każde z nas starało się dobrze wyglądać (mi to rzadko wychodzi, no ale powiedzmy że przynajmniej umyty byłem), więc dość łatwo i przyjemnie się wtedy na siebie patrzy. Zazwyczaj nie widzimy wtedy cierpienia drugiej osoby.
Ciężko umawiać się na randki po całym dniu nauki/pracy i innych obowiązków. O wiele bezpiecznejszym wyjściem jest wtedy na pewno powrót do mieszkania, w którym czeka na nas ta druga osoba, spędzenie wspólnego wieczoru bez tykającego zegara przypominającego o konieczności rozstania się by powrócić do swoich własnych mieszkań.
Fakt. Ciężko jest to wszystko pogodzić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Tak po ciężkim dniu możemy razem obejrzeć film, zrobić pyszną kolację i porobić mnóstwo innych rzeczy bez stresu, że trzeba jeszcze zdążyć na autobus do domu. Albo bo nie wypada u kogoś długo siedzieć. Albo rodzice ukochanego/ukochanej uniemożliwiają nam pewne sposoby wspólnego spędzania czasu kochających się osób ;)
I tu dochodzimy do końca mojej opinii na temat tych dwóch wpisów. Jak widać jestem zwolennikiem wspólnego mieszkania przed ślubem. Dlaczego zdecydowaliśmy się na wspólne „życie na próbę”? Na pewno kluczową rolę odegrała odległość. Jednak ciężko widywać się raz w miesiącu. Po kilku takich miesiącach pojawia się rezygnacja. Szczerze to dłużej niż rok byśmy chyba nie pociągnęli, gdyby nie świadomość że być może uda się zamieszkać razem. Chcieliśmy też sprawdzić, czy nadajemy się do wspólnego życia. Jakby nie było mała różnica kulturowa jest, do tego każdy człowiek jest wychowywany inaczej. I przede wszystkim: chcieliśmy mieć siebie codziennie. Bez tego cholernego oczekiwania, aż ja dostanę urlop akurat wtedy, gdy ona będzie miała wolny weekend.
I uwierzcie – wiele „denerwujących” rzeczy wyszło dopiero po wspólnym mieszkaniu. I dzięki temu po ślubie będziemy już cieszyć się sobą, zamiast dopiero zaczynać się docierać. Życie jest za krótkie :)
Podobne wpisy:
- Mieszkanie przed ślubem – kontrakcja!
- Anioł na ziemi cz.4
- Każdy ma swojego anioła…
- Anioł na ziemi cz.2
- Nie wiesz, co potrafi Twój facet…
19 komentarzy dla “Mieszkanie przed ślubem – razem czy osobno?”
Zostaw komentarz


Jak już napisałem na Blipie, każdy może wypowiadać się na tego rodzaju tematy, jednak pisanie "Cinek wam wszystkim wytłumaczy jak to naprawdę jest" świadczy o tym, że do dyskusji tu nie dojdzie, bo autor wystarczająco jasno świadczy o sobie. No cóż – trudno.
Z mojej perspektywy cała przedstawiona tu retoryka jest chybiona – promblemem jest różny punkt wyjścia (nie wiem, jaki miała ^cassia, ale myślę że z nią mamy jakieś elementy wspólne w tej kwestii).
Z wymienionych powodów nie będę się odnosił do całości tekstu, bo mógłbym na podobnej zasadzie odbijać argument po argumencie, ale nie widzę sensu. Nadmienię tylko, że wypowiedzi osób, które nie mieszkają z ukochanymi to – wbrew rzuconej tu tezie – nie wypowiedzi teoretyków (w opozycji do praktyka, jakim jest autor bloga), ale właśnie praktyków – którzy w tej praktycznej sytuacji wybrały po prostu inne rozwiązanie (i praktykują niemieszkanie razem).
Cóż…Pamiętaj, że zawsze trzeba być pewnym tego, co się pisze :)
Dla mnie jest to właśnie teoria. Gdy nie sprawdzimy wszystkich możliwych wyjść – możemy teoretyzować jak wygląda to inne wyjście. Ja przez rok żyłem w jednej skrajności (mieszkanie oddzielnie, 300km od siebie), teraz druga skrajność – wspólne mieszkanie. I dlatego mogę obiektywnie na to spojrzeć.
Oczywiście nie uważam, że zamieszkanie ze sobą po miesiącu znajomości jest dobre. Na wszystko jest czas. Nie można rzucać się od razu na głęboką wodę ;)
Bez przesady – to taka tylko maniera mająca wywołać uśmiech, trochę więcej dystansu ;)
Właśnie…więcej luzu :)
I tutaj jeszcze jeden, drastyczny przykład:
"Kiedyś na kolację poprosił o dwa jajka – jedno na twardo, drugie na miękko. Podała mu oba, na specjalnych podstawkach, tak, jak lubił. – Ty idiotko, nawet jajek ugotować nie umiesz! – usłyszała. – To miało być na twardo, a tamto na miękko, nie odwrotnie! – krzyczał, zrzucając posiłek na podłogę. Wtedy zrozumiała, że musi odejść."
Jakby z nim mieszkała, to by wiedziała że jest porąbany.
Cały artykuł na onecie: http://zdrowie.onet.pl/1595705,2041,0,1,,halo_tu_...
Powiem tak – widziałam u siebie komentarze (co przypomina mi że jeszcze odpowiedzieć by się na nie przydało ;) ) że mieszkanie wspólne przed ślubem jest do niczego, bo można się sobą znudzić i potem do ślubu nie dojdzie.
No to do jasnej cholery, skoro mamy się znudzić mieszkając razem przed ślubem to raczej mieszkając razem po ślubie tez byśmy się sobą znudzili, tak?!
Sprawa jest więc prosta – lepiej wiedzieć czy się sobą znudzimy przed ślubem niż po nim i potem albo się rozwodzić albo tkwić w związku, bo już jest po wszystkich formalnościach.
Osobiście nie odbieram mieszkania razem przed ślubem jako sprawdzenie siebie wzajemne siebie, ale pewien element związku, który pojawia się z czasem. Nie sądzę by któraś z par decydując się na wspólne zamieszkanie mówiła – "muszę ją/jego sprawdzić". Nie, to się robi z miłości, z chęci bycia razem, bycia blisko, gdy osobne noce to już zbyt mało, a ślub to jeszcze zbyt dużo (czy to z powodów finansowych czy chęci skończenia najpierw studiów czy innych).
Wspólne mieszkanie wiele związków uratowało, wielu parom pokazało też że nie nadają się dla siebie. Czy to źle, że pokazało, że się nie nadajom? Nie, przynajmniej nie tkwią teraz w związku, bo już po ślubie i z rozwodem zbyt wiele zamieszania i przecież co powie ciocia, która się bawiła na ślubie naszym jak jej powiemy, że po prostu się nie dogadaliśmy.
Lepiej brać ślub nie po to by ze sobą zamieszkać, ale zamieszkać ze sobą po to, by przekonać się że właśnie ta osoba jest dla nas idealnym partnerem i właśnie z nią chcemy wziąć ślub.
Jasne, że jest to robione z miłości. Ale jakby nie patrzeć jest to swego rodzaju test. I dlatego lepiej wykonać go wcześniej niż później po ślubie się sobą znudzić.
tak sobie kumam o co w ogole chodzi w tej dywagacji… o to czy mieszkanie razem przed slubem jest moralnie poprawne? o to czy to ma sens? o to czy to sprzyja badz nie slubowi? o to czy to niszczy zwiazek? w ogole o co kaman O_o… albo sie mieszka razem albo sie nie mieszka razem… slub tutaj w ogole powinien byc wychrzaniony z tematu bo nie ma tutaj nic do rzeczy… w ogole nic tu nie ma nic do rzeczy :) kazdy powazny zwiazek ma na swojej drodze etap wprowadzenia sie do jednego mieszkania… dla niektorych zwiazkow to zaciesnia wiezy – dla innych dziala niszczaco… co tu wiecej perorowac?
Troszkę inne podejście masz. Albo się mieszka albo nie…Teoretycznie tak, ale tutaj chodzi akurat o kwestię ślubu, który chcesz wychrzanić ;)
Wiadomo, po ślubie trzeba załatwiać rozwody, separacje czy inne dziwne rzeczy. Więc jeżeli chcemy wziąć ślub, warto się sprawdzić ;)
czyli jednak chodzi o rozprawe moralna miedzy tym czy to moralne mieszkac razem przed slubem czy nie?
Nie tyle moralną, co psychiczno-fizyczną dla obu osób. Moralność w moim przypadku przynajmniej nie ma nic do rzeczy
troche jednak ma… bo kwestia mieszkania przed slubem razem ma jednak zabarwienie, tak jak mowisz, psychiczne dla osob dla ktorych moze to byc uznane za lamanie zasad moralnosci… dla osob ktorzy tego za niemoralne nie uznaja – nie maja (lub raczej – nie powinny) mie przed tym psychicznych oporow.. ze o fizycznych nie wspomne :) oczywiscie to wszystko jest istotne kiedy faktycznie za cel pytania uznamy zasadnosc mieszkania przed slubem, z naciskiem na "przed slubem" … kurcze normalnie nie mam problemow z przekazaniem mysli na pismie :)
Właśnie…albo nie potrafisz zebrać myśli do kupy i tego przekazać albo nie rozumiemy się ;]
Mi chodzi o to, że po ślubie trudniej, kosztowniej się rozstać. A i rodzinę po co stresować. Tak widzisz że się nie nadajecie – nara, więcej nie będzie bara-bara i koniec :)
zakladanie zwiazku z mysla o ksoztach ewentualnego rozstania troche mija sie z celem :) a co do mieszkania razem – fajnie jest mieszkac z kims kogo sie kocha, nie martwic sie tym ze ostatni tramwaj odjezdza o tej czy o tej albo jak tu pojsc do pracy/szkoly po nocy spedzonej poza domem :)
Jeśli ktoś myśli o wspólnej przyszłości tak na serio, to nie dość, że będzie ciekawy, jak to życie będzie wyglądało, to będzie chciał jak najwięcej czasu spędzić z drugą połówką. I uważam, że wspólne mieszkanie jest rzeczą istotną. Wtedy właśnie można się nauczyć, że czasem trzeba się nie odezwać, żeby nie dolać oliwy do ognia, że ważny jest podział obowiązków, że trzeba przyzwyczaić się do pewnych zachowań i sprawdzić, czy rzeczywiście nie są one na tyle wkurzające, że uniemożliwią dalszy wspólny byt. A jeżeli pojawiają się jakieś wątpliwości podczas takiego dzielenia mieszkania, to należy się poważnie zastanowić nad przyszłością tego związku. Bo nie ma nic gorszego niż się z kimś męczyć. Natomiast argument, że pary mieszkające razem nie dążą do zalegalizowania związku jest podobno naukowo udowodniony. Ale z doświadczeń i obserwacji wnioskuję, że wiele jest wyjątków. Jak wszędzie. Jestem jak najbardziej za mieszkaniem razem o ile sytuacja na to pozwala i czujemy się na tyle dojrzali, by podołać codziennym obowiązkom.
Taaa…to udowadniali amerykańscy naukowcy, więc tak naprawdę nie jest udowodnione ;)
[...] “Mieszkanie przed ślubem – razem czy osobno” wpis Marcina, który tak szczerze mówiąc był dla mnie zaskoczeniem, gdyż dowiedziałam się o nim w dniu opublikowania. Lepiej późno niż wcale. : ) Był odpowiedzią na mój wpis oraz Eweliny (piszę w kolejności opublikowania). “Ślub razem czy osobno” wyszedł na światło dzienne 28 sierpnia 2009 czyli już prawie pół roku temu. Po przeczytaniu notki na blogu Integralnego, postanowiłam dodać coś od siebie. Po dziś dzień jest odwiedzany i komentowany, zatem sądzę że wzbudza emocje. [...]
fajny ten blog taki z życia wzięty naprawdę gratuluję autorowi pomysłu i życzę powodzenia w dalszej twórczości tutaj oraz w znalezieniu pracy
Dziękuję i zapraszam częściej :)